Alternatywna historia Legionowskiej Ligi Szóstek

Dawno dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami... no dobra nie jest to bajka o królewnie śnieżce i siedmiu, czy ilu by ich tam nie było krasnoludkach. Niemniej jednak nie da się ukryć, że Legionowska Liga Szóstek istnieje już dosyć długo.

Mijają lata i coraz mniej jest drużyn grających od samego początku. Coraz mniej piłkarzy także pamięta te trudne, ale zarazem pełne entuzjazmu początki. A wszystko zaczęło się w 1995 roku. Ledwie co opadły emocje po World Cup '94. Ledwie co wszyscy zdołali ochłonąć po nietrafionym rzucie karnym przez Roberto Baggio, a tym czasem na naszym rodzimym, legionowskim podwórku zaczęło się tworzyć coś nowego. Coś co miało na stałe wpisać się w nasz lokalny kalendarz imprez sportowych, zaspokajając potrzeby rywalizacji, a zwłaszcza dobrej zabawy kilkuset młodych (choć nie tylko) ludzi. Powstała Legionowska Liga Szóstek Piłkarskich.

W tym miejscu zauważyć należy, że całe to przedsięwzięcie nie miało by racji bytu, gdyby nie grupa społeczników, a przede wszystkim sekretarz MKS Legionovii Mieczysław Bernat - główny inicjator utworzenia rozgrywek. Z perspektywy dzisiejszej wydaje się, jakby wszystko to działało na zasadzie "jakoś to będzie", tzn. grunt żeby byli chętni do gry, grunt żeby stworzyć im warunki czytaj: dać boisko, piłkę i zrobić terminarz, a reszta już jakoś sama pójdzie. No i owszem poszła, ale dopiero na przestrzeni lat widać, ile nowych problemów wynikało niejako samo z siebie. Najlepszym dowodem na to jest pęczniejący regulamin, który początkowo normował wszystko ledwie w kilkunastu punktach.

Pierwszym istotnym "problemem" jakiemu trzeba było stawić czoła, był rozbrat z Legionovią. Amatorscy piłkarze musieli sami zacząć organizować sobie zawody, aczkolwiek okazało się, że nie było to złe rozwiązanie. Liga wreszcie przestała być traktowana po macoszemu, a gracze zaczęli stanowić sami o sobie. Na pierwszy plan wysunął się znany wszystkim społecznik - popularny "Brodacz", osoba która włożyła wiele pracy w rozwój Ligi, ale... niestety dla większości na zawsze zapamiętany zostanie jako ten, który wbił nóż w plecy. Nie można jednak zaprzeczyć, że dzięki Brodaczowi Szóstki przez kilka lat prowadzone były w sposób bardzo dobry. Oczywiście do czasu, ale jak to się mówi - wszystko poza "Modą na sukces" kiedyś się kończy. W każdym razie za jego kadencji zarejestrowane zostało Stowarzyszenie (zwykłe) Legionowskiej Ligi Szóstek Piłkarskich, co miało w pewien sposób zinstytucjonalizować ten ruch społeczny. Zresztą inaczej nie dałoby się sprawnie zarządzać, cieszącymi się coraz większym zainteresowaniem rozgrywkami.

W szczytowym momencie czyli w 2004 roku do Ligi zgłaszają się aż 62 drużyny. Pod względem liczebności członków SLLSP staje się drugim co do wielkości stowarzyszeniem w Legionowie (tuż za wędkarzami). Liga zadomawia się w lokalnej prasie oraz w Internecie. Co na to wszystko władze miasta? No właśnie... Jakoś nigdy nie było większego zainteresowania ze strony magistratu, tym aby czynnie wspomóc trud i wysiłek jakby nie patrzyć ludzi dobrej woli, działających non profit. Do niedawna wydawało się, że pozwolenie na użytkowanie boiska oraz budynku po dawnej szatni Legionovii to wcale nie mało, ale wybudowanie w 2007 roku nowego boiska ze sztuczną nawierzchnią przyniosło za sobą nowy problem - konieczność płacenia za grę na Stadionie Miejskim. Wszyscy mają jednak nadzieje, że sytuacja diametralnie się zmieni, a przyczynić temu ma się formalna rejestracja w Krajowym Rejestrze Sądowym.

Ironią losu jest to, że pomysł nadania bardziej zaawansowanej formy organizacyjno-prawnej SLLSP wynikł przy okazji afery, bezpośrednio związanej z osobą wcześniej wspomnianego Brodacza. Defraudacja ponad 12 tysięcy złotych wywołała zdecydowanie największy kryzys w kilkunastoletniej historii Ligi, nie tylko rzucając cień hańby na owego społecznika //dziś dług sukcesywnie jest spłacany, więc można już mówić o pewnym odkupieniu win - przyp. red.//, ale zagrażając przeprowadzeniu do końca rozpoczętego w 2006 r. sezonu. Ciężar wyprowadzenia wszystkiego na przysłowiową prostą, podjął trzeci w kolejności lider Legionowskich Szóstek - Robert Utko, który doprowadził do końca sprawy związane z biurokratyczną machiną rejestracji Stowarzyszenia.

I tak oto dzień 28.IX.2007 zapisał się złotymi literami w historii Szóstek, które po kilkunastu latach istnienia, wreszcie uzyskały osobowość prawną, przekształcając się w pełnoprawne stowarzyszenie o nazwie: "Legionowskie Amatorskie Ligi Piłkarskie". Teraz po dopięciu formalności na ostatni guzik, możliwe jest nie tylko sponsorowanie przez reklamodawców, ale także przyjmowanie darowizn, spadków, dotacji oraz startowanie do przetargów organizowanych przez Urzad Miasta. W niedalekiej przyszłości prawdopodobne jest nadanie stowarzyszeniu statusu Organizacji Pożytku Publicznego. Wtedy też, każdy z graczy lub sympatyków będzie mógł przeznaczyć 1% swojego podatku na rzecz naszej organizacji.

Wszystkie te działania mają na celu maksymalne pozyskanie środków finansowych, tak aby niezwiększając opłat móc korzystać z nowych boisk, a w przyszłości, jeśli budżet na to pozwoli, zatrudniać odpowiednio przygotowanych sędziów. Swoją drogą kwestie arbitrów w LL6P to zagadnienie na oddzielny temat. Aż trudno sobie wyobrazić, że początkowo rozgrywki odbywały się dzięki ofiarności kilku osób, które poświęcały swój czas, aby społecznie sędziować mecze. Z czasem wprowadzono oddzielne opłaty za "gwizdanie", po to by w końcu doprowadzić do ustanowienia obowiązku wzajemnego sędziowania przez wszystkie drużyny. Od samego początku przepis ten budził wiele kontrowersji i niemal w każdym sezonie jakaś drużyna miała nieprzyjemności wynikające z jego złamania. Mimo wszystko, biorąc pod uwagę możliwości SLL6P, trudno przypuszczać, aby trwanie Szóstek przez te 13 lat było uzależnione od raptem kilku sędziów i to działających charytatywnie.

Tak pokrótce przedstawia się historia Legionowskiej Ligi Szóstek. A jaka będzie przyszłość. Wszystko leży w rękach, a raczej w nogach uczestników.

 
Kontakt | Współpraca | Regulamin | Zostań sędzią